Pola gry:

Opisy:

Forum:

Pomocnik Farmera

Aktualnie online

· Gości online: 2

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 15,618
· Najnowszy użytkownik: Gachiboy777

Statystyki:

stat4u

Discord:

discord.png

Reklama:

Chat Farmerama:

Symbole-Czataa.png

Ostatnio na forum

Ankieta

Jak często zaglądasz na naszą stronę ?

Codziennie.
Codziennie.
55% [179 głosów]

Co 2-3 dni.
Co 2-3 dni.
30% [96 głosów]

Raz na tydzień.
Raz na tydzień.
8% [27 głosów]

Raz na miesiąc.
Raz na miesiąc.
4% [12 głosów]

Kilka razy w roku.
Kilka razy w roku.
3% [9 głosów]

Ogółem głosów: 323
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 18.03.2018 10:36

Archiwum ankiet

Reklama:

Reklama

Zobacz temat

 Drukuj temat
Szkło ochronne
witky
Chce "zamontować" szkło ochronne ale wydaje się że ten telefon nie ma zwykłej folii (nazwijmy to montażowej) tylko jakąś lepszą (tak mi się wydaje, trudno ją odkleić). Czy mam rację (to coś lepszego od zwykłej folii) czy się mylę?
Edytowane przez witky dnia 01.09.2025 12:33:43
 
Din34
To zależy.

Zasadniczo mamy 3 rodzaje ochron na ekran.

Pierwszą z nich jest szkło hartowane, ktore też ma różne wersje. Najlepszą z nich bedą takie z fajnie zaoblonymi krawędziami i dobrą powloką oleofobową, dzieki ktorej latwiej bedzie się czyścić telefon i mniej bedzie odcisków zbierał. Natomiast szkło pęka i nie oznacza to że nie pęknie ekran pod nim. Jest za to dość odporne na zarysowania. Pęknięte szklo po pierwsze juz nie chroni a po drugie odłamki bedą się wbijać w palce, takze najlepiej takie wymienić odrazu.

Drugą opcją jest szkło hybrydowe, czyli z domieszką folii. Nie będzie pękać, ale będzie zdecydowanie mocniej się rysować niż poprzednik, jest też mega cienkie i w przypadku samsungów z ultradzwiękowym czytnikiem jedną z dwóch opcji gdzie ten czytnik poprostu działa, poprzednik niestety nie działa.

Trzecią opcją jest folia hydrożelowa i jej też mamy wiele wariantów. Od grubości po np. Folię matową.

Natomiast skupiając się na wersji podstawowej jest to napewno najlepsza ochrona dla zagiętych wyświetlaczy, gdyż wiekszosc szkiel na rynku do tego rodzaju ekranów ma poprostu słaby klej i naprężenia na zagięciu samego szkła są na tyle mocne, że tego typu szklo moze szybciej pękać.

Hydrożel nie bedzie się rysować, gdyż regeneruje sobie ryski nabyte podczas codziennego użytkowania, nie bedzie też pękać, ale przy upadku na ostry przedmiot lub krawędź moze zostać nieodwracalnie zarysowana lub przedarta. Przy upadku mimo wszystko wydaje się być dobrą ochroną z racji rozchodzenia siły uderzenia po calym ośrodku (całej folii) a nie w punkcie.

I wiadomo przy upadkach najlepiej chroni obudowa a nie szkło.

https://applemobi...an-iphone/

Więcej informacji o zabezpieczeniach jest na tej stronie.
Edytowane przez Din34 dnia 01.09.2025 12:34:17
 
Gachiboy777
Zawodowy gracz nie ma prawa do przypadku. To brzmi jak mantra, prawda? Ale prawda jest taka, że nawet najlepszy plan potrafi runąć w zderzeniu z emocjami. Mówię to z własnego doświadczenia, bo od pięciu lat żyję z gier. Nie chodzi o żadne "szczęśliwe trafy" czy "przeczucia". Chodzi o matematykę, dyscyplinę i wiedzę, kiedy uderzyć. I właśnie dlatego, zaczynając swoją przygodę z vavada, wiedziałem dokładnie, czego się spodziewać. Albo mi się wydawało.

Byłem wtedy na czarnym koncie. Nie takim dosłownie – po prostu w kropce. W poprzednim miesiącu przeciągnąłem serię w blackjacku za daleko, straciłem ponad połowę bankrolla i musiałem odbić straty. Dla kogoś z ulicy to brzmi jak hazard. Dla mnie to była robota. Potrzebowałem solidnego bukmachera z szybkimi wypłatami i przejrzystym RTP. Kumpel polecił vavada, mówiąc, że tamtejsze automaty mają luźne ustawienia w godzinach nocnych. Śmiałem się z niego, bo żaden poważny gracz nie wierzy w "godziny szczęścia". Ale sprawdziłem regulamin, przejrzałem schematy wypłat i... zarejestrowałem się.

Pierwszy tydzień to była masakra. Nie dlatego, że strona oszukiwała. Wręcz przeciwnie – system działał perfekcyjnie. Chodzi o moją głowę. Zaczynałem jak zwykle: małe stawki, testowanie volatility na slotach. Book of Dead, Gates of Olympus, te sprawy. Wszystko szło zgodnie z planem, dopóki nie trafiłem na serię suchych spinu. W normalnych warunkach odchodzę od stołu po 15 minutach straty. Ale wtedy... wtedy zobaczyłem, że mój kumpel wypłacił właśnie dwanaście tysięcy. Dwanaście. W jeden wieczór.

I tu popełniłem błąd amatora. Zacząłem gonić. Podniosłem stawki z 20 złotych do 200. Wiedziałem, że to samobójstwo, ale palce same klikały. Krew uderzyła do głowy. Siedziałem w fotelu jak wyjęty spod kontroli robot. Straciłem trzy tysiące w dwadzieścia minut. Poczułem ten znajomy, mdlący skurcz w żołądku. "Przegrałeś. Koniec. Wypłacaj resztę i uciekaj" – powtarzałem sobie w myślach. Ale nie wstałem.

Przetarłem oczy, nalałem herbaty i wróciłem do stołu, ale tym razem z zimną głową. Zmieniłem taktykę. Zamiast slotów – ruletka na żywo. W vavada krupierzy są prawdziwi, transmisja płynna, zero opóźnień. Zawsze lubiłem europejską ruletkę, bo jeden szparag daje ci 2,7% przewagi kasyna. To akceptowalne ryzyko. Postawiłem na tuziny. System labouchere’a, prosty jak budowa cepa. Potrzebowałem odrobić 1500 złotych, nie całość naraz.

Pierwsze cztery rundy – nic. Drobne straty, drobne wygrane. Piach. Piąty spin – pada drugi tuzin. Szósty – pierwszy. Siódmy – znowu drugi. W ósmym postawiłem wszystko, co miałem wtedy na koncie, na czarne i nieparzyste. Koło się kręci, piłka skacze. 17 czarne. Wygrałem. W jednej chwili wróciłem do zera. Nie czułem ulgi. Czułem chłodną kalkulację.

Zrobiłem sobie przerwę. Wyszedłem na balkon, odetchnąłem. Wtedy zrozumiałem, że ta platforma nie różni się od innych – daje ci szansę, ale tylko jeśli potrafisz ją wycisnąć jak cytrynę. Wiedziałem, że nie wyjdę, dopóki nie będę na plusie. Nie dlatego, że jestem chciwy. Dlatego, że to dla mnie praca. Nie mogę wrócić do domu z pustymi rękami.

Zalogowałem się z powrotem o drugiej w nocy. Krupierka – sympatyczna blondynka, która już chyba zapamiętała mój nick – uśmiechnęła się do kamery. Postawiłem tym razem na liczby pełne. System na 17 i 20. Trzydzieści spinów, po 50 złotych za numer. W dwudziestym drugim spinie piłka zatrzymuje się na 20. Wygrana 1800 złotych. Nie krzyknąłem, nie klasnąłem. Kliknąłem "wypłata" na konto. Pięć minut i pieniądze były u mnie na Bliku.

Dziś, kiedy ktoś pyta mnie o radę, zawsze mówię to samo: vavada to narzędzie, nie magia. Można na nim zarobić, ale trzeba mieć stalowe nerwy. Nie chodzi o to, żeby trafić główną wygraną. Chodzi o to, żeby nie wyjść na minus. Ja po tamtym wieczorze wyciągnąłem lekcję, która kosztowała mnie tysiące, ale nauczyła więcej niż jakikolwiek kurs. Grać trzeba na chłodno, po swojemu i zawsze wiedzieć, kiedy kliknąć "wyjście". Nawet jeśli akurat prowadzisz.

A z tych wszystkich historii najbardziej zapamiętałem, jak o piątej rano piłem zimną już herbatę, patrzyłem na wyświetlacz i uśmiechałem się do własnego odbicia. Nie dlatego, że wygrałem. Dlatego, że nie pozwoliłem, żeby emocje mnie zniszczyły. I wiecie co? To jest prawdziwy profesjonalizm.
 

Poleć ten wątek
URL:
Facebook - Lubię To:


Przejdź do forum:

Facebook:

Zagraj:




Wygenerowano w sekund: 0.28
38,996,765 unikalne wizyty